Warning: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead in /home/ultrarun/ftp/ultramaratonpodkarpacki.pl/plugins/system/metagenerator/metagenerator.php on line 171

Do Rzeszowa przyjechałem niewiele przed szesnastą. Podróż całkiem udana, bo w przedziale były tylko cztery osoby i można było swobodnie rozprostować nogi. W trakcie czytałem „Miasteczko Salem”, więc nawet nie zauważyłem kiedy minęło te 5 godzin. Pokój miałem zarezerwowany w Hostelu blisko stacji. Zameldowałem się, rozpakowałem i poszedłem na spotkanie z Patrycją i Karoliną. Karolina jest koleżanką, współpracowniczką i serwisantką Patrycji. Jedną z osób, które bezpośrednio przyczyniły się do sukcesów Patki wspierając ją w najważniejszych startach. Patrycja zabrała nas na spacer po mieście, pokazała nam najciekawsze i najpiękniejsze miejsca starego Rzeszowa. Umówiliśmy się przy szklanej kładce, która jest bardzo ciekawym przykładem nowoczesnej architektury. Z kładki rzut oka na charakterystyczną bryłę Pomnika Czynu Rewolucyjnego z gmachem Urzędu Marszałkowskiego w tle oraz nieco na prawo na szklany wieżowiec Hotelu „Rzeszów”. Schodząc z kładki w ulicę Grunwaldzką zagłębiliśmy się w historię.

XVII wieczna Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

XVII wieczna Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Najpierw potężny, socrealistyczny gmach Urzędu Wojewódzkiego (wybudowany w latach 1951 – 1958), dalej przepiękna XVII wieczna Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (1610-1629) będąca zarazem Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej. Kościół ozdabiają wspaniałe polichromie, barokowy ołtarz, alabastrowe rzeźby, zakonne stalle, drewniana chrzcielnica oraz bogato rzeźbione drzwi. Obok znajduje się dom zakonny i pozostałość po przyklasztornych ogrodach. Po drugiej stronie ronda znajduję się neorenesansowy, eklektyczny gmach Teatru im. Wandy Siemaszkowej (1890-1900), będący pierwotnie lokum Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Dalej ulicą Sokolą skierowaliśmy się na Plac Farny. Kolejnym punktem naszej trasy był Kościół Farny pw. św. Wojciecha i św. Stanisława. Pierwszy obiekt w tym miejscu powstał w połowie XIV wieku. Później przebudowywany i rozbudowywany łączy w sobie mieszankę stylu gotyckiego i baroku. Obok znajduje się 30 metrowa, pochodząca z XVII wieku dzwonnica. Idąc wśród kolorowych kamienic nieco zgłodniałem. Dziewczyny były już po obiedzie, ale zgodziły się zrobić dla mnie krótką przerwę.

Makarun - Patka z Karoliną

Makarun - Patka z Karoliną

Patrycja poleciła mi „MAKARUN”. To sympatyczne miejsce, w którym można zjeść naprawdę bardzo dobry posiłek. Wybrałem sobie spaghetti ze szpinakiem i suszonymi pomidorami w sosie serowym. Skromnie wyglądający lokal, z daniami na wynos zaskoczył mnie wyjątkowo smacznym posiłkiem. Makaron aldente, delikatnie podgotowane liście szpinaku, słodko-kwaśne pomidory, rozpływający się w ustach sos serowy z delikatną nutką czosnku. Poezja. Gdy to piszę, na samo wspomnienie robię się głodny. Najedzony ruszyłem z dziewczynami w dalszą podróż. Patrycja okazała się znakomitym przewodnikiem. W ciekawy sposób prowadziła nas nie tylko przez ulice, ale również przez historię. Taka podróż w czasoprzestrzeni. Gdy opowiadała dosłownie widziałem drewniane domy, ulice wypełnione straganami, żydowskich handlarzy. Nic dziwnego, to miasto powstało na skrzyżowaniu szlaków handlowych, przebiegających tędy od tysiącleci. Początki osadnictwa sięgają neolitu. Rynek otoczony jest kamienicami pochodzącymi z okresu od XV do XIX wieku. Swój obecny wygląd uzyskały po odbudowie po pożarze z 1842 roku, w trakcie którego spłonęła większość drewnianej zabudowy. Pamiątką po poprzednich wiekach pozostały głębokie lochy i piwnice, którymi obecnie prowadzi trasa turystyczna.

Ratusz na rynku

Ratusz na rynku

Nad rynkiem góruje pochodzący prawdopodobnie z końca XVI wieku ratusz. Swoją neogotycko-neorenesansową formę przyjął po przebudowie pod koniec XIX wieku. Centralny punkt rynku stanowi odrestaurowana studnia, która istniała tu prawdopodobnie od XIV wieku kiedy to Rzeszów uzyskał prawa miejskie. Wolną przestrzeń wypełniają dwa duże drzewa, stylowe latarnie i pomnik Tadeusza Kościuszki. Całość dopełniają zupełnie już współczesne parasolki ogródków należących do otaczających rynek kawiarni i restauracji. Wspaniały klimat. Idziemy dalej. Wąskie uliczki. Kolorowe kamienice. Biały, barokowy gmach liceum, jednej z najstarszych w Polsce szkół średnich (Collegium Ressoviense 1658). Pierwotnie prowadzone przez o.o. Pijarów stanowi jeden zespół z kościołem parafialnym pw. Świętego Krzyża oraz Muzeum Okręgowym. Ulica Zamkowa. Urocze wille w alei Pod Kasztanami, skąd roztacza się widok na Rzeszowski Zamek. Jego początki sięgają XVI stulecia. Wielokrotnie rozbudowywany i przebudowywany, doprowadzony w trakcie zaborów do ruiny został wyburzony i odbudowany w latach 1902-1906. Z czasów historycznych zachowała się wieża bramna i bastionowe fortyfikacje. Nieopodal zamku znajduje się Letni Pałac Lubomirskich. Powstał pod koniec XVII wieku, miał stanowić wraz z ogrodami i zwierzyńcem późnobarokową rezydencję. Pochłonięci zwiedzaniem nie czuliśmy upływu czasu. Jednak biorąc pod uwagę plany na sobotę trzeba zachować rozsądek. Po pakiet startowy do hali ROSIR’u doszliśmy przez Park Jedności Polonii z Macierzą. Stamtąd wróciliśmy najkrótszą drogą do kładki.

Rzeszowski Zamek

Rzeszowski Zamek

Śpię niespokojnie, budzę się co kilkadziesiąt minut, ale śpię. Za każdym razem patrzę na zegarek. Ostatni raz o 0:54 – sześć minut przed budzikiem. Trudno. Jeszcze chwilę leżę i wstaję. Szybki prysznic na rozbudzenie, delikatne śniadanie. Normalny nowy dzień, tylko dość wcześnie rozpoczęty. Ubieram się, sprawdzam wyposażenie. Wychodzę. Do rynku jakieś 10 minut. Pod parasolkami tętni życie. Dla nich to jeszcze piątek. Jest mokro, ale nie pada. Ktoś nawołuje, że czas się ustawić. Wchodzimy za bramę, na linię startu. Tłoku nie ma, jest kameralnie tylko 48 osób, w tym cztery dziewczyny. Na krótszych dystansach będzie większa frekwencja. Oni jeszcze śpią. Mają jeszcze co najmniej trzy godziny.

Rzeszowski rynek - przed startem

Rzeszowski rynek - przed startem

Druga. Ruszamy w asyście policji. Zbiegamy z rynku. Szeroka, płaska ulica prowadzi za miasto. Niebieskie i czerwone światła policyjnych motocykli migają na skrzyżowaniach. Odbijają się od mokrego asfaltu. Rozpraszają mgłę. Miasto w zasadzie śpi, ale dobrze mieć pewność, że nikt nie wyskoczy. Jest gęsta mgła. Bez zabezpieczenia mogłoby być naprawdę groźnie. Biegnę. Jest komfortowo. Czuję się trochę jak w transie. Nie myślę. Biegnę. Po kilku minutach uświadamiam sobie, że jest za szybko. Za blisko Patrycji. Znam ją, znam siebie. Zwalniam. Pomału tworzą się grupki. Czołówka znika we mgle. Tylko co jakiś czas policjanci na motorach, mijają nas by zabezpieczyć kolejną krzyżówkę. Uliczki coraz węższe, coraz więcej zakrętów. Mgła ogranicza widoczność. Gdzieś w niej zniknęły migające czerwone światełka poprzedzającej nas grupy. Wydaje mi się, że skręcili. Grupa, w której jestem biegnie prosto. Nie mam pewności. Nie pilnowałem. Na szczęście ktoś z tyłu znał trasę i nas zawołał. Straciliśmy nie więcej niż 200 metrów. Dla mnie to znak, że czas się obudzić. Włączyć myślenie. Skupić na trasie.

Bieg ulicami Rzeszowa

Bieg ulicami Rzeszowa

Pomału opuszczamy miasto. Pilotujący samochód stoi w poprzek ulicy, a policjanci kierują nas w polną drogę. Pora zapalić czołówki. Niewiele widać. Mgła sprawia, że światło rozprasza się tuż przed nami. Skupieni na tym co pod nogami staramy się omijać błoto. Nie pada, ale trawa jest mokra. Droga wspina się lekko. Wbiegamy w las. Teren robi się znacznie trudniejszy. Wąskie, kręte ścieżki. Błoto, liście. Strome podbiegi. Zbiegi w wąwozy. Teren mocno wyżłobiony przez potoczki. Bardzo urozmaicony. Ma fajny klimat. Mgła trochę zrzedła. Biegniemy szlakiem. Na szczęście organizatorzy nie żałowali taśmy i trasa jest świetnie oznakowana. Kolejny wąwóz. Glina, liście. Staram się kontrolować zejście. Zaliczam glebę. Nie jest to wprawdzie Łemkowyna, ale buty wybrałem szosowe. Wbiegamy na drogę szutrową. Chwila wytchnienia. Nareszcie stabilne podłoże. Mijamy jakieś zabudowania. Pod nogami pojawia się asfalt. Z daleka widać migoczące światła policyjnych motocykli. Przejście przez większą drogę. Biegniemy dalej. Święty Roch, Matysówka. Tutaj strażacy czuwają nad nami. Kępy drzew, pola, coraz mniej gospodarstw. Wracamy w teren. Polna droga, las. Ścieżka się wije po stokach. Wąwozy, wzniesienia. Ech szkoda, że jeszcze jest noc. Tu musi być pięknie. Cóż. Las w świetle czołówki też ma swój urok. Stawka się rozciągnęła. Nasza grupka topnieje. Migające na czerwono lampki tych co z przodu znikają gdzieś między drzewami. Kończy się las. Polna droga, budynki, szuter i asfalt. Znowu latarnie oświetlają nam drogę. Gęsta zabudowa.

Punkt w Tyczynie

Punkt w Tyczynie

Tyczyn. Tutaj startują zawodnicy trzydziestki. Stąd wystartuje debiutująca na tak długim dystansie Karolina. Biegnę przez miasteczko pogrążone we śnie. Uroczy ryneczek, bryła kościoła. Cisza i pustka. Jest czwarta trzydzieści. Pierwszy punkt kontrolny. Dystans półmaratonu. Jestem piętnasty. Czuję się świetnie. Wypijam kawę, przegryzam ciasteczko i w drogę. Biegniemy. Znów coraz mniej zabudowań. Pola. Mgła się uniosła. Kończy się asfalt. Droga wśród pól łagodnie się wspina na wzgórze. Zaczyna świtać. Ptaki rozpoczęły swój koncert. Widoczność jest całkiem niezła. Gdzieniegdzie są jeszcze mgły. Chwilami pada lekka mżawka. Niebo jest szare. Czołówka już nie jest potrzebna. Wbiegamy w las. Ptaki, ten śpiew o świcie jest po prostu bajkowy. Znów w górę i w dół. Parowy, wcięte wąwozy. Ale jest znacznie łatwiej. Nie dość, że dobrze już widać, to jeszcze błoto nieco mniej śliskie. Malowniczy wąwóz. Strumień. Stromy stok. Wypłaszczenie. Urocza drewniana Kapliczka pw. Matki Bożej ze źródełkiem, „Studzianka”. Biegniemy już tylko we trzech. Szlak pnie się po stoku. To w górę, to w dół. Dzień się obudził na dobre. Kończy się las. Droga szutrowa wije się pośród pól.

Punkt Grzybek

Punkt Grzybek

Grzybek punkt kontrolny. 32 kilometry. Czas 03:48:30. Tutaj odchodzą trasy krótszych dystansów UP 30 i UP 50. Jak wszędzie przemiła obsługa. Uzupełniam izotonik. Łyk coli, ciasteczko. Wybiegam i od tej pory, będę już biegł praktycznie sam. Wygląda jakby chmury trochę ustępowały. Jest piękny poranek. No może nie słoneczny, ale to i lepiej. Droga wśród pól, przez wioskę i asfalt. Most nad Wisłokiem . Zarzecze. Znów droga wśród pól pnie się łagodnie, a wchodząc w las nabiera ostrości. Szlak pnie się po stoku pociętym wąwozami. Grochowiczna. Najwyższy punkt trasy. Można powiedzieć, że będzie już z górki. Przepiękny las. Miejscami świerkowy, miejscami bukowy. Drogi rozjechane ciężkim sprzętem. Błoto. W jednym miejscu nie znalazłem obejścia i zdecydowałem się brodzić w wodzie po kostki. Sporo ściętych drzew. Miejscami szło się (bo nie dało się biec) po dywanie z gałęzi świeżo ściętych świerków. Pachniało Bożym Narodzeniem, ale serce bolało. Łudzę się, że to efekt rozsądnej gospodarki leśnej.

Podkarpacie

Podkarpacie

Punkt Zgłobień. Prawie połowa. Tutaj odchodzi siedemdziesiątka. 6:35:35 - 54 kilometry w nogach, dwunaste miejsce. Już rutynowo uzupełniam softflaski, kolejne ciasteczko popijam colą. To nie jest tak, że tak mało jem. Dozuję sobie pomału. po drodze zjadłem trzy żele i baton energetyczny. Kilka słów zamieniam z obsługą. Zawsze podziwiam ludzi, na punktach. Są fantastyczni, pomocni, uśmiechnięci, pełni radości. Te kilka słów, te uśmiechy. To jest bezcenne, zwłaszcza gdy człowiek od kilku godzin jest w trasie sam.

Oznaczenia trasy

Oznaczenia trasy

Wyruszam. Ostatni odcinek z górką, ale już nieco mniejszą. Teren odkryty słonko zaczyna przygrzewać. Żółte łany rzepaku rozjaśniają dzień, który zaczął się tak ponuro. Wiosnę już czuć na każdym roku. Kolejna wioska. Domy wzdłuż drogi. Zwracam uwagę na to jak są zadbane. Patka mi o tym mówiła, ale zobaczyć to co innego. Poprzycinane fantazyjnie krzewy, przystrzyżone żywopłoty. Wypielęgnowane, rabatki, klomby i skalne ogródki.

Trzciana, duża wieś o długiej historii z charakterystycznym neogotyckim żółto-czerwonym kościołem. Krótki odcinek chodnikiem wzdłuż drogi krajowej, przejście podziemne. Szkoła muzyczna, technikum Weterynaryjne. Nowoczesny przystanek kolejowy. Przejście pod torami, dwa stawy i czwarty punkt. 69 km. Teraz już jest naprawdę z górki. Odcinek przez las, daje odpocząć od słońca. Szerokie dukty. Płasko. Wybiegam na drogę techniczną wzdłuż autostrady A4. Przebiegam przez wiadukt i drogą techniczną po drugiej stronie. Kilkaset metrów i wracam w las. Szerokie dukty. Nie dużo błota. Ten odcinek przypomina mi trasy z poligonu w Zielonce. Brakuje tylko piaszczystego podłoża. Gdzieś daleko z przed sobą widzę jakąś postać. To zawsze motywuje by zwiększyć wysiłek. Jeszcze coś z siebie wykrzesać. Na długiej prostej dostrzegam zielony namiot.

Punkt Zabłocie

Punkt Zabłocie

Punkt piąty. Zabłocie. 79 kilometr. Jak zawsze, zamieniam kilka słów. Uzupełniam izo. Wypijam colę (ciekawe, na co dzień jej nawet nie lubię). Ruszam w pogoń za sylwetką, która zniknęła gdzieś za zakrętem. Czuję się naprawdę dobrze. Do mety niecały maraton. Wiem, że na tym etapie biegnie się już tylko głową. Na długim leśnym dukcie wyprzedzam dwóch zawodników. Kolejna wioska i droga wśród pól. Biegnę. Droga wchodzi na przedmieścia Głogowa. Zakręt w lewo. Cmentarz. Tory. Wiadukt obwodnicy nad drogą. Przy skarpie widzę kilka postaci w pomarańczowych koszulkach. Pobiegam do grupki dziewcząt. Mówią mi którędy mam biec, a jedna z nich odprowadza mnie do punktu zlokalizowanego przy dużym, nowoczesnym Ośrodku Sportu i Rekreacji z basenem i boiskami. Chwilę rozmawiamy, a gdy się zbliżamy jakiś chłopak zaczyna wybijać rytm na perkusji. W takich warunkach trudno nie przyspieszyć.

Głogów Małopolski - Dariusz Rewers w asyście wolontariuszy

Głogów Małopolski - Dariusz Rewers w asyście wolontariuszy

Na punkcie każdy jest witany przez megafon, w asyście perkusji i gromkich braw. Tu muszę zaznaczyć, że brawa witały mnie na każdym punkcie. Zarówno przy wejściu jak i na pożegnanie. Jest ciepło i słońce przygrzewa. Napełniam oba softflaski. Tak naprawdę, na wszystkich punktach w tym pomagają wolontariusze. Ja sobie spokojnie popijam colę, przegryzam morele. Ktoś proponuje mi zupę, nie jestem głodny. Nie mam ochoty na nic ciepłego. Słyszę, że znów gra perkusja. To znaczy, że czas się zbierać bo zaraz przybiegną Ci, których wyprzedziłem w lesie. Wybiegam. Tym razem dwie dziewczyny odprowadzają mnie do głównej ulicy. Kolorowe budynki, niska zabudowa. Biegnę lekko pod górę. Przede mną otwiera się rynek. Dość duża przestrzeń otoczona kamienicami. Zielone skwery, pomniki, biały gmach ratusza. Za nim po prawej wieże kościoła. Wybiegam z rynku. Gmach straży pożarnej, a dalej znów niskie, kolorowe budynki. Urocze miasteczko. Zabudowa robi się coraz luźniejsza. Domy otaczają niesamowicie wypielęgnowane ogródki. Drzewa i krzewy przycięte jak w przypałacowych ogrodach Wilanowa. Kolorowe klomby, rabatki, róże i winorośla. Widać, że tu na południu wegetacja jest nieco szybsza. Droga opuszcza miasto, znowu zanurza się w las. Niebo niemalże bez chmur. Słońce grzeje dość mocno, robi się duszno. Las daje wytchnienie. Wybiegam pomiędzy lotnisko i autostradę. Odcinek drogą techniczną, wiadukt. Spoglądam z niego czy za mną ktoś biegnie. Nikogo, a widać stąd co najmniej kilometr. Chyba zgubiłem pogoń ;-) Odganiam tę myśl. Zawsze staram się myśleć o własnym tempie. Wiem, że wszystko jest w mojej głowie. Wciąż biegnę obok A4. Dość długi odcinek. Dobrze, że są ekrany. Słoneczko. Miało go nie być. W sumie się cieszę, że nie pada, ale jest trochę za ciepło. Ostatnio nie było okazji by się przygotować na taką pogodę. Skręcam w drogę wśród pól. Prowadzi do dużego obiektu. Boisko. Bieżnia. Kryta pływalnia. Jak miło dla odmiany poczuć tartan pod stopami. Choćby tylko 100 metrów.

Punkt Nowa Wieś

Punkt Nowa Wieś

Ostatni punkt. Nowa Wieś. Do mety została już tylko dyszka. Jak zawsze przemiła obsługa. Ostatnia cola i puszka RedBulla. Teraz przydadzą się skrzydła. W asyście braw wybiegam na trasę. Na chwilę przechodzę w marsz. Trochę za dużo wypiłem. Chlupie w żołądku. Widzę zawodnika, który opuścił punkt niewiele przede mną. Idzie. To mnie motywuje by wrócić do truchtu. Wyprzedzam. Zamieniamy dwa słowa. Po lewej zauważam jeszcze lepszą motywację. Nadciąga ciężka ołowiana chmura. Tylko mi tego brakuje. Kończyć w strugach deszczu. Asyście piorunów. Biegnę. Teraz już nie ma co kalkulować. Pora by cisnąć. Kilka budynków. Most nad Wisłokiem. Pola. Drukarnia. Jakieś hale. Wysoki mur. Więzienie. Przedmieścia Rzeszowa. Biegnę chodnikiem wzdłuż ekspresówki. Ogromne rondo, wiadukt i …

Punkt Nowa Wieś

Punkt Nowa Wieś

Góra. Pamiętam na profilu trasy było takie podbicie, ale malutkie. Na żywo wygląda znacznie okazalej. Inna skala. Trzeba zawalczyć. Postanowiłem, że już nie przejdę w marsz. Muszę słowa dotrzymać. Na zachętę z tyłu słyszę ciche pomruki. Burza jest coraz bliżej. Słońce już przysłoniły chmury. Jest parno. Podbieg okazał się znośny. Wyglądał gorzej. W praktyce nie był zbyt strony. Po prawej ogromny cmentarz. Na wprost charakterystyczna, wielkomiejska zabudowa. Duże rondo. Skręt w prawo. Długa prosta. Most na Wisłoku. Znaki kierują na bulwar. Biegnę wzdłuż rzeki. Coś mnie tchnęło. Nie widzę znaków, a były gęsto. Wracam do mostu. Faktycznie, tam trzeba było skręcić pod most. Pobiec bulwarem w przeciwną stronę. Dobrze, że byłem czujny. Przyłącza się do mnie jakiś biegacz. Jest na treningu. Rozmawiamy. Biegniemy. Tak jest mi łatwiej. Skręcamy z nadrzecza. Mijamy zawodników z siedemdziesiątki. Dostaję brawa. Kolejny zastrzyk adrenaliny. Policjanci torują mi przejście. Słowackiego. Ostatnia ulica. Ratusz. Skręt w prawo. Mój towarzysz pobiegł na chodnik. Nie zdążyłem mu podziękować. Ostatnia prosta. Wbiegam pośród wiwatów. Spiker czyta moje nazwisko. Przekraczam metę. 13:31:57.

Rzeszowski rynek - meta

Rzeszowski rynek - meta

Plan wykonany. Marzyłem by złamać 14 godzin. Medal. Dwa kubki wody. Spaceruję by uspokoić organizm. Patrzę w wyniki. Jestem siódmy w open. Wygrała Patrycja Bereznowska ustanawiając nowy rekord trasy 11:08:59. Najszybszym z mężczyzn był Dariusz Rewers, który ukończył z czasem 11:22:24.

Patrycja z Karoliną na mecie

Patrycja z Karoliną na mecie

Siadam na chwilę. Wypijam piwo. Burza gdzieś poszła bokiem. Zbieram się. Pomału idę do hotelu. Nogi się trochę zastały, ale trzeba się umyć i przebrać. Niecałą godzinę później wracam na rynek. Chcę zdążyć przed dekoracją. Patka udziela wywiadu. Przysiadam się do Karoliny, Ani szkolnej koleżanki Patrycji i Janusza, dumnego ojca naszej mistrzyni. Czekamy. Katering serwuje makaron z kurczakiem. Zostawiłem numer w hotelu, więc nie dostanę. Jeden z finiszerów proponuje, że się ze mną podzieli. Porcje są duże. Dziękuję, bo jeść wciąż mi się nie chce. Czasami tak mam po biegu. Przychodzi do nas Patka. Idziemy pod scenę. Siadamy. Wspominamy. Wymieniamy doświadczenia. Karolina się dzieli wrażeniami z debiutu. Widać, że się wkręciła. Chwilami kropi. Na metę wpadają kolejni zawodnicy.

Z niewielkim opóźnieniem rozpoczyna się dekoracja. Zmieniono kolejność, najpierw krótsze dystanse, potem mężczyźni. Czas płynie i nie da się dłużej przeciągać. Drugiej dziewczyny z UP 115 nie widać. "Show must go on". Wyczytują Patrycję. Podbiega. Staje na podium. Samotnie. Tak jak wygrała. Radosna. Uśmiechnięta. Nie widać po niej zmęczenia. Jest niesamowita. Skąd w tej dziewczynie tyle mocy. Niezwykły talent, poparty ciężką pracą i dyscypliną. Wie czego chce i jak to osiągnąć.

Patrycja Bereznowska - zwyciężczyni 4 Ultramaratonu Podkarpackiego

Patrycja Bereznowska - zwyciężczyni 4 Ultramaratonu Podkarpackiego

"We are the champions" rozbrzmiewa z głośników. Tak, to prawda. Każdy walczył. Każdy zasłużył na uznanie. Wszyscy jesteśmy zwycięzcami. Również Ci, którzy potrafili podjąć decyzję o zejściu z trasy. Wiem, jakie to trudne. Po takiej decyzji zawsze pozostają wątpliwości. Zawsze się czuje niedosyt. Trzeba odwagi i rozsądku by umieć ją podjąć. Na poszczególnych dystansach bieg ukończyło:

  • UP 115 - 37 osób (48 startujących).
  • UP 70 - 80 osób.
  • UP 50 - 152 osoby.
  • Wisłok Trail 30 - 103 osoby.

Zbieramy się. Idziemy w piątkę na obiad. W końcu zgłodniałem. Za radą Patrycji wybieram wątróbkę w konfiturze z wiśniami. Jest fantastyczna. Nigdy czegoś takiego nie jadłem. Czas na rozmowach upływa szybko. Pora się zbierać. W drodze powrotnej Patrycja pokazała nam jeszcze Plac Cichociemnych z ciekawym pomnikiem, synagogę, bożnicę i znajdujący się obok budynek jedynego w Polsce Muzeum Dobranocek. Nie przypuszczałem, że Rzeszów jest tak ciekawy. Zwiedziłem już wiele miast. Czasami sam. Czasami z przewodnikami. Zupełnie inaczej odbiera się miejsce gdy oprowadza ktoś z nim związany. Jest w tym pasja. Jest magia. Dzięki Patrycja za przewodnictwo.

Medale 4 Ultramaratonu Podkarpackiego

Medale 4 Ultramaratonu Podkarpackiego

Na koniec chciałbym bardzo podziękować wszystkim osobom na punktach, a także tym którzy zabezpieczali trasę i oczywiście organizatorom. Bez waszej pracy i zaangażowania taki bieg nie mógłby funkcjonować. Pamiętam Wasz punkt na Łemkowynie. Dwa razy biegłem. Dwukrotnie mnie zapraszaliście. Skorzystałem. Dziękuję. Naprawdę to był wspaniały bieg. Ciekawy. Trudny. Mieszany charakter trasy dostarcza nowych doświadczeń. Wymaga innej taktyki. Doboru sprzętu. Dystans 116, a może 118 km (różnie to jest podawane i w sumie mało istotne) i 1800 m przewyższenia praktycznie na pierwszych sześćdziesięciu kilometrach. To niespotykane połączenie. Błotniste kręte ścieżki, strome wąwozy, polne drogi, szuter i sporo asfaltu. Niełatwo rozłożyć siły. Dobrać właściwe buty.

Zakład Wykonawstwa Sieci Elektrycznych

OMEGA PILZNO - Transport Spedycja Logistyka

Res Motors - Autoryzowany Dealer FORD

Deweloper, nowe mieszkania w Rzeszowie, gotowe domy, szeregówki - Szerbud

SB Complex - kompleksowe usługi budowlane

waran regaly

Marcel Bus

Sylveco – kosmetyki naturalne – kosmetyki naturalne

vianek

Biolaven - nowe naturalne kosmetyki

PGE Dystrybucja

Sanofi w Polsce - Sanofi to jeden z wiodących koncernów farmaceutycznych na świecie.

Folia - MARMA Polskie Folie
IV UP startuje za:
ULTRAMARATON PODKARPACKI ZŁOTYM BIEGIEM 2014!
 

NOTE! This site uses cookies and similar technologies.

If you not change browser settings, you agree to it. Learn more

I understand